W monsunie szliśmy dalej, wyżej.

Zachorowaliśmy.

Regionalny lekarz w dwa dni dotarł pijany.

Majaczyłem o szachach.

Nakazał pić zupę czosnkową.

Tam bez tlenu człowiek obojętnieje.

W gorączce nie miałem żadnego żalu do świata.

Minęły trzy noce i żal zrobiło się życia.

Nasłuchiwałem, czy oddycha.

Spokojnie spała.

Zdrowiała, wiec byłem zdrowy.

Przyszedł mistrz szachowy.

Usiadł naprzeciw mnie i czekał.

Zdziwiło mnie, że nie przyniósł szachownicy.

Przewodnik oświadczył, że mistrz też jest bardzo zdziwiony.

 

 
  : strona główna : : pisarstwo : : 2008 :