Krótka związków węgla przygoda

Einsteina patent

Pracownika urzędu ceł nie bawił codzienności świat.
On wiedział, że świat niewytłumaczalnym jest,
więc żartował sobie dość tęgo z wszystkich dookoła raz po raz.
A ja przez jego wyobraźnię pokażę to, co biegnie wokół nas.
Wiedział on, że świat jest światem nieskończonych możliwości.
I tak sprytny Albert tylko opisał nam, co w urzędzie ceł robił, a że obserwował
i pięknie myślał, zamienił świat który widział w sekretu bajkę.
I najsłynniejsze swe prawo, czyli czym (E) energia jest, nam zaprezentował.
                                                                               E (=) przyrównał do swych w pracy spekulacji.
                                          I tak cląc a ważąc przesyłkę (m), myślał jak prędko i skąd ona koleją wiedeńską
                   przyjechała (c) i podniósł prędkość
                     do kwadratu (2) by w nieskończoności
sprawdzalność zaistniała.

Ale przecież Albert pracował nie w urzędzie celnym, tylko w patentowym!

Hm? Falstart! Zatem:

Urzędu patentowego nie bawił go codzienności świat.
On wiedział, że świat niewytłumaczalnym jest.
Więc zażartował sobie dość tęgo ze wszystkich dookoła raz w tamten czas.
A swą wyobraźnią pokazał to, co dzieje się wokół nas.
Wiedział on, że świat jest światem nieskończonych możliwości.
I tak sprytny Albert tylko opisał nam, co w urzędzie patentowym robił, ale nie
o patentach myśląc, zamienił nasz świat w sekretu bajkę.
I najsłynniejsze swe prawo, czyli czym (E) energia jest nam zaprezentował.
                                                                                E (=) przyrównał do swych w pracy spekulacji.
                               A myśląc marzył o swej ukochanej (m) żeby do niego błyskawicznie koleją wiedeńską
                                            przyjechała (c) i podniósł prędkość lokomotywy
                       do kwadratu (2) by w nieskończoności
sprawdzalność jego miłości zaistniała!

Hm?

 

I zderzyły się gdzieś w kosmosie jakieś dwie siły.

A może było ich więcej niż dwie? A tylko jedna się ze sobą zmaga.

A może to nie jest nieskończona niewiadoma, tylko skończona nicość!?

Fantastycznie sam w sobie zaradny jest ten świat. Jakiż on jest elokwentny, że taki pulsik

jego nierytmiczny, trwając w jednym ze swych miksowań różnych zawartych w nim

inności to, co nazywamy życiem ulepił?

 

 

O ludzkości jednym z wymysłów

 

I gdzieś w tym życiu zaczęła nowa inność jakaś się rodzić i udoskonalać.

Inność ta, niewiele wydawałoby się mając wspólnego z tym pulsikiem nierytmicznym,

ulepiła znowu jakąś inną i niepowtarzalną w uniwersum sytuację. I sytuacją tą jest

to, że ja z pomocą inności pomyślałem i powiedziałem: Siedzę w samochodzie i piszę.

A siedząc i pisząc - jestem, więc myślę i myślą tylko wyobrażam sobie siebie

w samochodzie z jakiegoś kosmicznego dystansu.

I będąc samego siebie obserwatorem, w dystansie kosmicznym inaczej to, czym jest

czas i czym jest on dla ludzi rozumiem.

I obserwuję siebie powtarzającego czynności, i przechodzenie mojej osoby poprzez

sytuacje i mych czynów twórczość, i nazywanie ich przeze mnie dniami.

Tworzę tygodnie i lata, i wlepiam je w pojęcie czasu. Siedzę uparcie w tym

punkcie obserwatora i przestaję po chwili widzieć siebie, a widzę tylko powtórki tych

sytuacji. I nawet całe pokolenia ludzkie następne, i ich następne twory, są powtórkami

takimi jak moje, dni.

I przemijają całe narody i dalej już nie widzę, bo przypomniało mi się,

że człowieka mózg wymyślił przyszłość,

a na temat przyszłości żeby cokolwiek pomyśleć i powiedzieć,

to już tylko zmyślać bym wam tu musiał.

Cofnę się zatem do samochodu, w którym siedzę, i przemyślę skąd ja się tu wziąłem.

Wywód mój oprę o ewolucję, gdyż w zoo kilkakrotnie będąc doszedłem do bardzo

ciekawych konkluzji na temat mojego sponiewieranego mózgu.

Ciężką próbą jest dla mózgu na swój własny temat spekulować!

A już chyba najtrudniej jest mu się z siebie zaśmiać i oskarżyć o ten cały, nie mający

nic wspólnego z pojmowaniem czasu, wymyślony w nim bałagan.

Będąc w zoo, jedynym stworzeniem przeze mnie tam zauważonym i ze

wschodem słońca budzącym się do pojęcia czasu, byłem ja.

Dla strusia pojęcie dnia i nocy zawęża się do jasno i ciemno, czyli dla strusia

„pamięcią niegrzeszącego” jego własne istnienie jest bardzo intensywnym błyskaniem

światła, którym jest dzień, a w przerwach jest ciemno i jest to noc.

Błyskanie światła w ciemności w kanonach myśli strusia bez myśli ludzkiej interpretacji

jest nie zaistnieniem, czyli jest nierozdzielną całością, czyli stałą.

Zakładam, że struś (tak jak ja) nie zmyśla i nie kłamie nam o przyszłości,

na przykład kiedy nastąpi trzęsienie ziemi.

Mniej skomplikowane w układach krwionośnych tak zwane zimnokrwiste zwierzątka

opuszczą już swoje legowiska na miesiąc przed kataklizmem.

A te stworzenia, w ewolucji bliższe mojej ludzkiej osobie i w fali zbliżonej do naszego

ludzkiego czasu odbierania, przed kataklizmem inaczej się zachowują, ale nigdy już ich

nie ma, kiedy tsunami w ląd wchodzi...

Zawsze zostajemy tylko my - rozumni i zwierzęta w klatkach.

Teorią, którą dzisiaj lansuję jest to, że człowiek zauważa te zachowania i - myląc

się - za zwierzęcą intuicję je poczytuje.

Skomplikowana jest to teoria i potrzebuje ona dozy spontanicznej akceptacji, ażeby

choć na chwilę wyłączyć się z ustalonego już zapatrywania, i za pomocą tego

nowego kosmicznego światła, a nie przez pryzmat dziedzicznie nabyty,

zaprzestać rzeczy sądzenia i stosowania sądów jako prawd bezspornych!

Ludzie z ich ziemską interpretacją świata materii i w nim przeistoczeni, uproszczeniem

zrobili kosmiczną stałą i nazwali ją czasem. I stałą tę podzielili, i nazewnictwo wprowadzili,

i ustalili nawet, że dzień jest następstwem nocy. I można dnie i noce w jakiś

sposób sumować czy odejmować, a sekundy biegną jedna za drugą i można je też

pododawać.

Nie ironią jest, że ludzka interpretacja jest ograniczona tylko i wyłącznie do

rozumowania w proporcjach równoległych bytności życia, zaistniałego w świecie

związków węgla. ( patrz „Wszechświaty na bazie chemii istniejące”)

Człowiek rodzi się do pojęcia czasu i wybór jego jeszcze nie dopuszcza nowych teorii

i innych dewiacji, które występują w całej nie pojmowanej fizyce uniwersum, czyli

tej jeszcze mało nam znanej fizycznej stałej jedności, w której tylko dla ludzi

przeciwieństwami są kosmos jak i świat, gdzie latają neutrony. Rozpoznawanie czasu

przynależy tylko do interpretacji naszego ludzkiego mózgu.

Pies mój wyczuwający listonosza interpretowany jest przez ludzką myśl jako

użytkownik swoich podstawowych zmysłów lub zmysłu siódmego czy też

dziesiątego.

Czyż przybiegnięcie psa na widok listonosza nie jest przeżywaniem przez niego

zaistniałej już raz przeżytej-przeżywanej sytuacji?

W przypadku kataklizmu pies ucieka z tego terenu nie dlatego, że intuicyjnie wyczuwa

kataklizm, lecz dlatego, że już teraz kataklizm fizycznie przeżywa. Jest

świadkiem jego! On tam teraz jest - był!

I dlatego opuszczając miejsce poprzez czasu stałość, czyli przez psa czasu nie

zauważenie, wychodzi piesek z kataklizmu bez szwanku.

Domyślam się, że poglądy te na dzisiaj, a jest rok 2005, są już do zaakceptowania.

Przebywanie żyjącego stworzenia w dwóch jednakowych miejscach w stałym czasie,

w dniu dzisiejszym dla mózgu ludzkiego akceptacji nie jest niemożliwością, będąc-jest

faktem.

 

Każdy nowy dzień jest wszystkim.
Jest niepowtarzalny.
O poranku jesteś nowym człowiekiem.
Jesteś sam.
To tylko ty cierpisz po stracie kogoś bliskiego.
Ponieważ dla ciebie najważniejszy jesteś ty.
Jesteś sam.
Złudzenia twoje są inne każdego dnia.
Chcesz dni sądzić? Sądząc siebie na końcu?
To jest życie twoje.
Uśmiechnij się, choć nie chcesz.
Przecież aforyzm mój jest też życiem.
I cóż z tego, że od tyłu żyć będziesz i do góry nogami?


 

Wszechświaty na bazie chemii istniejące

 

Wyobraźnia stać się musi w tym rozdziale wręcz niepoczytalna!

Zakładać bowiem będę, że to co ludzkimi oczami widzimy, to świat oparty

i zbudowany na związkach węgla, a reszta to tylko produkt w świecie wyobraźni mózgu,

przynależnego także do tego świata.

Wszystko, co niewytłumaczalne, to tylko świat imaginacji.

Zatem wszystkie dotychczas nadane prawa oparte mogą być o to, co udowodnione

już zostało. Ludzki mózg myśli że to, co po przez zmysły widzi, jest wszystkim.

Gdyż wszystko, co zrozumiane jest, musi swe wytłumaczenie posiadać, czyli

musi być udowodnione.

Ale jakże ubogie są zawsze te naszego mózgu skróty w udowadnianiu.

Najwyższy znany mi sceptycyzm ludzkiego mózgu w rozpatrywaniu zagadnienia

imaginacji zachowa się zawsze dwojako, czyli kompletnie odrzuci imaginację jako coś

w ogóle nieistniejącego, lub też odrzuci by móc zacząć zauważać w manifestacji

imaginacji najbliższy naturze jej bezbłędny twór, jakim on sam jest.

A widzimy kości kurze, korę drzew, i widzimy się nawzajem, i wymieniamy energię z

innymi stworami istniejącymi na bazie związków węgla. Nawet cała pustka między nami

niewidoczna też do tego świata należy.
.
Nasze oczy, węch, dotyk rozpoznają to, czego są tworem, czyli związki węgla.

Pod mikroskopem widziane związki niklu rozpoznawalne są przez oko, zbudowane na

związku węgla ale nie w całej swej okazałości.

Odwróćmy sytuację i załóżmy, że jakieś stwory powstały też w drodze ewolucji na naszej

planecie, lecz na związkach niklu.

I ich narząd obserwacyjny widzi pod mikroskopem związki węgla.

Spekulować możemy, że związki węgla byłyby tak niewyraźnie widziane, jak naszych

oczu interpretacja związków niklu.

Imaginacja jest nieznaną i niesklasyfikowaną siłą, istniejącą gdzieś poza granicami

naszego ludzkiego rozumienia. I bliżej spokrewnioną ze

związkami węgla, niż z nieznaną energią innych chemicznych wszechświatów.

To, że zdobywamy się na wypowiedzenie za zgodą myśli zdania „świat

nieskończonych możliwości”, jest naszego węglowego mózgu wielkim sukcesem.

 

 

Wszechświat

 

Tak jak i Einstein używał imaginacji w pełnej improwizacji, niech będzie to nasze herezją

przesiąknięte krótkie spotkanie.

A czymże życie by było, gdyby zagadkowością swą nas nie otaczało?

 

 

Nigdy nikt nic zrozumieć nie będzie mógł!
A to, że wydaje mu się coś i opinię swą wywleka,
to już domena mizernego móżdżku człowieka.

 

 


 
  : strona główna : : pisarstwo : pdf DRUKUJ