Rozwiązłość seksualna diabłów jak i diablic mi służących,
doprowadza mnie do błogiego szału.

 

 

Coraz rzadziej człowiek do człowieka się przytula.

Coś się w człowieku wywracać poczyna.

Sam wbrew sobie, równowagi jak inne natury stworzenia złapać nie może.

W zbyt dużej liczbie się rozmnożywszy a biegu natury wydarzeń nie widząc, idzie

i potyka się w swej bezpowrotnie zatracanej tożsamości.

Tożsamość jego staje się coraz bardziej czymś do wymysłu maleńkiego dziecka

podobnym.

Dziecko nie jest zdolne bez opieki żyć.

To nie roślinka.

Natura dzieckiem się nie zaopiekuje.

 

 

 
  : strona główna : : pisarstwo : pdf DRUKUJ